To temat, który polaryzuje. I dobrze, mnogość opinii jest nam potrzebna! Badań na temat tego, czy kawowe cold brew – czyli zmielona kawa, zostawiona na noc w naczyniu z zimną wodą – może być niebezpieczne, jest już kilka – znajdziesz je w Google. To samo z artykułami w serii „po co cold brew, kiedy można sobie zrobić dripa na lodzie”, sami z resztą też wysmarowaliśmy taki pamflecik. Ale nie kłóćmy się tu, bierzemy to na chłodno.
Chciałbym Ci pokazać tutaj wady i zalety obu sposobów przygotowywania kawy na zimno. Zacznę od Cold Brew. Wiemy, jak jest w XXI wieku, a bywa ciężko – podobno nasza uwaga dość szybko się rozprasza, więc na pierwszy strzał –
Wady, które ja widzę w cold brew:
Loteria: dopiero po 8, lub 12, lub 15 godzinach dowiesz się jak smakuje.
Miejsce w lodówce – gdzieś ten słoik musisz upchnąć. Na jak długo?
Sterylność: no i tu biorę po 200zł od każdej z drużyn i słucham państwa! W lewym narożniku: zimna woda + zmielona kawa + niedokładnie umyte naczynie + czas = śmierć, bakterie, ból brzucha. W prawym: „zawsze mam czyste, wyparzone naczynia, kontroluje czas, wypijam całą moją produkcję cold brew w 24h po zrobieniu. Jest bezpiecznie”.
Jako przewodniczący tego konkursu sam sięgam po telefon do przyjaciela i inne koła ratunkowe i przyznaje każdej drużynie równą ilość punktów
Plusy, które ja widzę w cold brew:
Łatwość przygotowania dużej ilości (ale trudność w bezpiecznym przechowywaniu!).
Brak potrzeby specjalnego ekwipunku – wystarczy słoik, zmielona kawa, woda.
Zapraszam na gorące krzesło drip na lodzie.
Minusy, które ja widzę w dripie na lodzie:
Potrzebujemy dripa i lodu: to znacznie więcej niż tylko słoik.
Stosunkowo mała ilość naparu do uzyskania na raz: myślę, że max 600 ml ma sens (a w Moccamasterze lub przelewie możesz śmiało zaparzyć 1 L!).
Stosunkowo trudno przygotować małego dripa na lodzie. Sam korzystam z przepisu, w którym połowę wody, którą wlałbym przygotowując kawę na ciepło, podmieniam na kostki lodu. Czyli parząc 300 ml kawy, 150 g to płynu to lód – wlewam tylko 150 g wody. W tak małej ilości wody i relatywnie krótkim czasie parzenia, ciężko o pełną ekstrakcję.
Plusy, które ja widzę w dripie na lodzie:
Szybość przygotowania: tu i teraz – ready to drink!
Możliwość wprowadzenia natychmiastowych zmian w recpeturze, tak aby kolejna kawka – już za 5 minut, a nie za 12 godzin maceracji – była zjawiskowa.
Brak obaw o sterylność warunków: kawę zalewamy gorącą wodą, całość zajmuje mało czasu – bakterie i grzyby nie mają szans.
Gdybym miał się bawić w sędziego ogłosiłbym remis między tymi dwiema metodami. Trzeba mieć na uwadze, że BHP to super ważna sprawa – nie tylko w montażu instalacji elektrycznej i przygotowywaniu posiłków, ale również napojów. Jeżeli cold brew po zrobieniu zostawimy w lodówce na tydzień, istnieje spora szansa, że po wypiciu nasz brzuch zaprotestuje. Jest to niepasteryzowany napój, w którym drobnoustroje mają pole do popisu. Ale jeśli masz cierpliwość do kalibracji odpowiedniego przepisu, czyste ręce i dobrą wolę do utrzymania przyzwoitych warunków słoika – wciąż możesz uzyskać doskonałą kawkę.
Osobiście, zarówno w kawiarniach, jak i w domu – wybieram dripa na lodzie. Trochę z przyzwyczajenia, a trochę dlatego, że gdy mam ochotę na fermentowane napoje, to wybieram kombuchę i tepachę!